Nad zalewem Bagry ten bieg ma klimat małych wakacji w środku codzienności: trochę plaży, trochę słońca, trochę tego dziwnego poczucia, że numer startowy pasuje do ręcznika. Trasa biegnie przy wodzie, zahacza o Płaszów i pobliskie pagórki, a całość jest lekka, rodzinna i bez zadęcia, z dziećmi oraz rodzinami kręcącymi się wokół startu.
Pod nogą jest mieszanka szutrowych ścieżek i asfaltowych odcinków, więc biegnie się sprawnie, ale nie jak po sterylnej alejce. Najlepszy numer czeka na końcu: meta leży tuż przy piaszczystej plaży, a potem można zrobić „krioterapię w zalewie”, wskoczyć po kajak w Horn Sailing Club albo obejrzeć trasę z perspektywy wody. Saltworks Café i jedzenie w okolicy brzmią po takim finiszu jak rozsądna część planu treningowego.