„A Breezy Run” – to hasło mi siedzi w głowie, i czuć, że to typowy bieg uliczny, a nie jakaś tam górska przygoda z punktu A do B. Brisbane Marathon pasuje do kalendarza, bo możesz tam pobiec na maksa, pokręcić się z ekipą albo zabrać całą rodzinę. Są biegi uliczne, marsze i zawody dla dzieciaków – wszystko pod jednym szyldem.
Dłuższy dystans to dwie pętle i 274 m przewyższenia. Kolejna opcja to jedna pętla z połową tego przewyższenia. Nie jest całkiem płasko, ale trasa i tak wygląda na taką, co da się biegać po mieście. Ściąga sporo ludzi, ale nie czujesz się tam anonimowo: ostatnia edycja miała 600+ biegaczy w głównym biegu, 1,000+ w kolejnych dwóch głównych imprezach i 500+ w krótszym biegu ulicznym. Plus oczywiście marszowcy i młodsi biegacze, którzy też byli tego dnia na trasie.