Olbrzymie różowe błyskawice i te słynne „sexy runners calves” wyznaczają start i metę w Pink Lightning, czyli obozie biegowym schowanym w Black Rock City. To nie jest taka wygładzona, perfekcyjna maszynka wyścigowa, tylko bardziej klimat w stylu „Pink Lightning isn’t just a camp it’s a lifestyle!”: biegacze, wolontariusze, początkujący, dzieciaki poniżej 16 lat i po prostu ludzie, którzy kochają biegaczy, wszyscy krążący w tej samej, zakurzonej małej orbicie.
Trasa to mniej więcej cztery pętle, biegnące popularnymi ulicami, zanim wybiegnie na opustoszałą, głęboką playa, gdzie ta „dusty adventure” może oferować niesamowitą sztukę, imprezy taneczne, punkty odżywcze i cokolwiek jeszcze playa postanowi z siebie wyrzucić. Tutu Tuesday ma tu znaczenie, i tak samo fakt, że „Ran ultramarathon while naked” to realna opcja, choć okulary przeciwsłoneczne, gogle i bandana brzmią mądrzej niż większość ubrań.